O FUNDACJI
  • Fundacja
  • dzia艂ania
  • statut (fragmenty)
  • kontakt
  • STRONA TOMKA
    NEKROPOLITYKA
    EKOLOGIA EKONOMIA
    Think Tank Feministyczny
    SEMINARIUM FOUCAULT
    WOL臉 BY膯
    Bauman, Zygmunt. My艣li par臋 o w艂adzy, ciele i spokoju ducha (w p贸l wieku po zgonie Stalina). 2003
    Gazeta Wyborcza - 07-03-2003
    http://www.niniwa2.cba.pl/mysli_pare_o_wladzy_ciele_i_spokoju_ducha.htm

    Zygmunt Bauman
    My艣li par臋 o w艂adzy, ciele i spokoju ducha
    (w p贸艂 wieku po zgonie Stalina)



    Sk膮d si臋 wzi臋艂a u poddanych potrzeba pewno艣ci na tyle silna, by uczynili Stalinowi prezent z w艂asnej w艂adzy s膮dzenia i by wype艂ni艂y si臋 ich serca wdzi臋czno艣ci膮 za to, 偶e dar zosta艂 przyj臋ty? Jak pewno艣膰 trzeba ceni膰, ten tylko si臋 dowie, kto j膮 straci艂. A jej potrzeba nie zanik艂a do dzi艣



    W艣r贸d pacjent贸w oddzia艂u chorych na raka, przez Aleksandra So艂偶enicyna opisanego, by艂 te偶 miejscowy dygnitarz partyjny. Czeka艂 na operacj臋, szans prze偶ycia ani on, ani jego lekarze obliczy膰 nie mogli; ale ka偶dego ranka, przynoszono mu do 艂贸偶ka naj艣wie偶szy numer "Prawdy", zaczyna艂 wi臋c dzie艅 od uwa偶nej lektury artyku艂u wst臋pnego, i od najwi臋kszej troski, od najnieznio艣lej dr臋cz膮cego niepokoju, by艂 wolny - przynajmniej do czasu ukazania si臋 nast臋pnego numeru "Prawdy". Wiedzia艂 dok艂adnie, co robi膰, a czego nie, o czym m贸wi膰, a o czym milcze膰. W sprawach zaiste wa偶nych, w decyzjach naprawd臋 si臋 licz膮cych, mia艂 b艂ogie poczucie pewno艣ci. Nie m贸g艂 si臋 pomyli膰.

    Ludwik Wittgenstein odnotowa艂 kiedy艣, 偶e zrozumie膰 to tyle, co wiedzie膰, jak post膮pi膰. Nasz partyjny kacyk rozumia艂 wszystko, co by艂o do zrozumienia - wiedzia艂, jak post臋powa膰. Czu艂 si臋 koj膮co bezpieczny. Gwarantem jego bezpiecze艅stwa by艂a Partia, a wi臋c Stalin, kt贸ry co dzie艅 rano ze szpalt partyjnej gazety informowa艂 go, jak w dniu dzisiejszym post臋powa膰. Stalin wiedzia艂 wszystko; ale najwa偶niejsze, 偶e wiedzia艂, co on, 偶o艂nierz Partii, wiedzie膰 winien i musia艂, by mie膰 zawsze racj臋 i ustrzec si臋 b艂臋du. S艂uchaj si臋 Stalina, a si臋 nie pomylisz.

    Bohaterka filmu Michai艂a Cziaureliego "Przysi臋ga", Matka-Rosjanka, um臋czona do kresu wytrzyma艂o艣ci bied膮, wyrzeczeniami, spustoszeniem kraju, udaje si臋 w ko艅cu do Stalina z pro艣b膮, by po艂o偶y艂 kres wojnie. Tyle si臋 ludzie nacierpieli, powiada, tyle 偶on straci艂o m臋偶贸w, tyle dzieci ojc贸w, tyle matek syn贸w... Czy naszym cierpieniom ma nie by膰 ko艅ca? Stalin my艣li chwil臋 i odpowiada: Matko, masz racj臋, czas ko艅czy膰 wojn臋. I ko艅czy wojn臋.

    Stalin nie tylko wie wszystko; jest te偶 wszechmocny. Jak uzna, 偶e ju偶 do艣膰 wojny, to j膮 sko艅czy. Je艣li nie zrobi, o co go prosisz - to nie dlatego, 偶e nie mo偶e, ale dlatego, 偶e jako istota wszechwiedz膮ca zna wa偶ne powody, aby twej pro艣by nie spe艂ni膰. Gdyby nie te donios艂e wzgl臋dy, kt贸re przed nim si臋 nie ukryj膮, a o kt贸rych ty nie masz poj臋cia, na pewno by si臋 ku twej pro艣bie przychyli艂. Odmawiaj膮c, Stalin ratuje ci臋 przed strasznymi nast臋pstwami twej pomy艂ki. Nie wa偶ne wi臋c, czy potrafisz (lub nie umiesz) dopatrzy膰 si臋 sensu w tym, co si臋 dzieje. Jest logika dostojna i surowa w tym co zdaje ci si臋 absurdem, chaosem, stekiem nieszcz臋艣liwych wypadk贸w i stert膮 pomy艂ek. Na szcz臋艣cie jest Stalin, kt贸ry wie wi臋cej i widzi dalej ni偶 ty. Jego m膮dro艣膰 i pot臋ga chroni膮 ci臋 przed katastrof膮, jak膮 twoja kr贸tkowzroczno艣膰 niechybnie by na ci臋 sprowadzi艂a.

    Jeden 艣wiadomie, a drugi niechc膮cy, So艂偶enicyn i Cziaureli ods艂aniaj膮 spor膮 po艂a膰 tajemnicy owej niepoj臋tej w艂adzy, jak膮 sprawowa艂 Stalin nad umys艂ami i sercami swych poddanych. Ale nie ca艂膮 tajemnic臋.

    Wypada jeszcze spyta膰, sk膮d si臋 wzi臋艂a u poddanych potrzeba pewno艣ci na tyle silna, by uczynili Stalinowi prezent z w艂asnej w艂adzy s膮dzenia i by wype艂ni艂y si臋 ich serca wdzi臋czno艣ci膮 za to, 偶e dar zosta艂 przyj臋ty? Jak pewno艣膰 ceni膰 trzeba, ten tylko si臋 dowie, kto j膮 straci艂. Trzeba j膮 wpierw zgubi膰. Lub musi by膰 wpierw ukradziona.

    Przeczytawszy powy偶sze s艂owa Kazimierz Obuchowski, psycholog wielce wnikliwy, a drogi sercu przyjaciel, podzieli艂 si臋 ze mn膮 wspomnieniem, kt贸re za jego zgod膮 przytaczam:

    "W tamten zimny, przedwiosenny dzie艅 by艂em w obozie ko艂o Jaworzna, 艣wieci艂o mocne s艂once, le偶a艂y p艂aty topniej膮cego 艣niegu. Z g艂o艣nik贸w p艂yn臋艂a 偶a艂obna muzyka. Ustawiono nas dwuszeregiem na nadzwyczajnym apelu, a komendant (ideowy g贸rnik-komunista z Francji), odczyta艂 komunikat o 艣mierci Stalina.

    Wi臋藕niami by艂a tu g艂贸wnie inteligencja: studenci, oficerowie, dzia艂acze partyjni. Przed sze艣ciu laty ob贸z ten spe艂nia艂 funkcj臋 filii o艣wi臋cimskiej dla 呕yd贸w, a i teraz wyr贸偶nia艂 si臋 surowymi warunkami. Nadal nieogrzewane baraki, mokra kopalnia 'Janina', codzienny kilkukilometrowy marsz w 艣niegu i w mokrej odzie偶y, sorty z dawnych zapas贸w 'z pokrzywy', g艂odowe porcje, praktyczny brak opieki lekarskiej.

    Czu艂em si臋 bliski wyko艅czenia. Stoj膮c na tym apelu z trudem trzyma艂em si臋 na nogach i nie odczuwa艂em g艂臋bszych emocji. By艂o mi wszystko jedno - 偶yje Stalin czy nie 偶yje.

    I nagle, przez t臋 apati臋 przebi艂o si臋 do mnie, 偶e s艂ysz臋 m臋ski szloch. Rozejrza艂em si臋. P艂aka艂 komendant i p艂aka艂o wielu stoj膮cych ze mn膮 wi臋藕ni贸w. Jedni 艂kali g艂o艣no, inni po prostu ocierali czapkami 艂zy. Nikt nie wypowiedzia艂 ani s艂owa. Dopiero wieczorem zacz臋to ostro偶nie rozmawia膰. Ostro偶no艣膰 ta mog艂a wydawa膰 si臋 niepotrzebna, gdy偶 ci, co m贸wili, powtarzali tylko 'w艂a艣ciwe' my艣li: 'I co teraz? Co b臋dzie ze 艣wiatem? Co b臋dzie z nami?'

    'On' ju偶 nie 偶y艂, a oni nadal si臋 bali. Tym razem bali si臋 艣wiata, w kt贸rym 'Jego' nie b臋dzie, w kt贸rym mogli zwyci臋偶y膰 imperiali艣ci, i nast膮pi koniec nadziei na wyzwolenie pracuj膮cych mas. Ich my艣li by艂y szczerze w艂asne
    ".

    L臋k kosmiczny, l臋k urz臋dowy

    Swe dociekanie spr臋偶yn ziemskiej, ludzkiej w艂adzy Micha艂 Bachtin, jeden z najt臋偶szych umys艂贸w rosyjskich ubieg艂ego stulecia, zacz膮艂 od protoko艂u "l臋ku kosmicznego" - ludzkiego, nader ludzkiego uczucia wywo艂anego nieziemskim i nadludzkim majestatem stworzenia. Od boja藕ni kt贸ra, jak suponuje, poprzedza strach wzbudzany przez w艂adze ziemskie, s艂u偶膮c im za fundament, prototyp i natchnienie zarazem. "L臋kiem kosmicznym" nazywa Bachtin dreszcz, jaki wszystkich nas przenika na widok tego, co niesko艅czenie wielkie i niezmiernie pot臋偶ne; w obliczu gwia藕dzistego nieba, niebotycznych masyw贸w g贸rskich, bezkresnego morza czy w przeczuciu wstrz膮s贸w kosmicznych i 偶ywio艂owych katastrof. "L臋k kosmiczny", powiada, "nie jest mistyczny w 艣cis艂ym tego s艂owa znaczeniu, jako 偶e prze偶ywa go si臋 w obliczu materialnie pot臋偶nej i w materialnych terminach niedefiniowalnej mocy".

    Pod艂o偶em kosmicznego l臋ku jest doznanie bezsi艂y i bezradno艣ci przez istot臋 ludzk膮 艣wiadom膮 w艂asnej nico艣ci i krucho艣ci oraz ogromu i wieczno艣ci wszech艣wiata. Ale jest nim te偶 艣wiadomo艣膰, 偶e przera藕liwej pot臋gi ujawnionej w samym ju偶 wznios艂ym majestacie stworzenia nie da si臋 umys艂em ludzkim w pe艂ni ogarn膮膰 ani my艣l膮 ludzk膮 przenikn膮膰. Wszech艣wiat wymyka si臋 rozumieniu.

    Je艣li rz膮dzi nim logika i jest w nim cel, s膮 one ludzkiemu rozumowi niedost臋pne. Jest wi臋c l臋k kosmiczny tak偶e (a by膰 mo偶e w pierwszym rz臋dzie) strachem przed tym, co niewiadome; terrorem niepewno艣ci.

    Z tej偶e krucho艣ci i niepewno艣ci, dwu nieod艂膮cznych sk艂adnik贸w cz艂owieczego losu, ulepiony jest "l臋k urz臋dowy" - strach przed ludzk膮 w艂adz膮, przez ludzi, a nie Przyrod臋 stworzon膮 i przez ludzi, jak miecz Damoklesa, nad g艂owami innych ludzi zawieszon膮. Lepi si臋 l臋k urz臋dowy na kszta艂t i podobie艅stwo kosmicznego.

    W odr贸偶nieniu od l臋ku urz臋dowego, kosmiczny, oryginalny l臋k rodzi si臋 spontanicznie. Tym si臋 te偶 od swego na艣ladowcy r贸偶ni, 偶e rodzi go pot臋ga anonimowa i niema. Wszech艣wiat przera偶a, ale milczy. Niczego nie 偶膮da. Nie wydaje rozkaz贸w ani instrukcji. Nie obchodzi go, co przera偶eni poczn膮 i czy w og贸le poczyna膰 cokolwiek b臋d膮. Nie ma co przemawia膰 do gwiazd na niebie czy szczyt贸w g贸rskich. S膮 nie tylko nieme, ale i g艂uche. Nie ma co b艂aga膰 je o dobrotliwo艣膰 czy zmi艂owanie. S膮 nie tylko nieme i g艂uche, ale i na ludzk膮 dol臋 i niedol臋 nieczu艂e. Co wi臋cej, nawet gdyby mia艂y oczy, uszy, m贸zgi i serca, nie maj膮 przecie偶 r膮k. Gwiazdy i g贸ry nie wybieraj膮, nie decyduj膮, a nawet gdyby wybiera艂y i decydowa艂y, nic by z tego dla penitent贸w nie wynik艂o. S膮 tak samo, jak penitenci bezradne. Nie mog膮 przyspieszy膰 ani op贸藕ni膰, spowodowa膰 ani odrzuci膰 tego, co si臋 stanie. Nie tylko dla wystraszonych penitent贸w, ale i dla siebie samych s膮 niepoj臋te. Gdyby nagle cudem zdolno艣膰 m贸wienia zyska艂y, nie mia艂yby nic do powiedzenia. Nie sta膰 by ich by艂o nawet na pierwsze zdanie, jakie dobieg艂o Moj偶esza z p艂on膮cego na zboczach Synaju krzaku: "Jestem, kim jestem".

    Z chwil膮, gdy si臋 te s艂owa rozleg艂y, i dlatego, 偶e zosta艂y wypowiedziane i Moj偶esz m贸g艂 je us艂ysze膰 - nadludzka, l臋k kosmiczny budz膮ca pot臋ga wszech艣wiata przesta艂a by膰 anonimowa, cho膰 nadal wymyka艂a si臋 ludzkiemu rozumieniu, nie wspominaj膮c ju偶 o ludzkiej kontroli. Krucho艣膰 nie ust膮pi艂a, niepewno艣膰 n臋ka膰 ludzi nie przesta艂a, ale owe 藕r贸d艂o tajemnicze l臋ku nabra艂o ca艂kiem innego oblicza: uzyska艂o kontrol臋 nad tym, co si臋 dzia艂o, a wi臋c mog艂o odmieni膰 bieg zdarze艅, zdarzenia nabra艂y celu, zdarzenia sta艂y si臋 czynami. Mog艂o dzia艂a膰 - a zatem mog艂o by膰 dobrotliwe lub okrutne, mog艂o nagradza膰 post臋pki ludzkie lub je kara膰. Mog艂o 偶膮da膰, i uzale偶nia膰 swe dzia艂ania od pos艂usze艅stwa lub krn膮brno艣ci. Skoro m贸wi艂o, mo偶na by艂o do艅 m贸wi膰. Mo偶na by艂o je rozgniewa膰, mo偶na by艂o b艂aga膰 o zmi艂owanie. L臋k kosmiczny sta艂 si臋 l臋kiem Bo偶ym.

    To cudowne przeobra偶enie mia艂o podw贸jny skutek. Uczyni艂o zdj臋te l臋kiem kosmicznym istoty poddanymi Boga. Ale sprawi艂o te偶, 偶e nabra艂y one mocy, jakiej nigdy dot膮d nie do艣wiadczy艂y. Istoty ludzkie mog艂y by膰 odt膮d pos艂uszne Bo偶ym rozkazom - i dzi臋ki temu nie musia艂y przygl膮da膰 si臋, jak dot膮d bezczynnie kl臋skom na nie spadaj膮cym, i w ucieczce tylko szuka膰 ratunku. Mog艂y co艣 uczyni膰, by nieszcz臋艣cie odwr贸ci膰, katastrofie zapobiec. W zamian za dni pos艂usze艅stwa pe艂ne zyska艂y noce wolne od koszmar贸w.

    "By艂y grzmienia i b艂yskawice, i g臋sty ob艂ok nad g贸r膮, i g艂os tr膮by bardzo pot臋偶ny, i ba艂 si臋 wszystek lud..." (Exodus XIX, 16). "Widz膮c gromy, i b艂yskawice, i g艂os tr膮by, i g贸r臋 kurz膮c膮 si臋" (Exodus XX, 18) ale i us艂yszawszy s艂owa Pa艅skie, 偶e "je艣li, s艂uchaj膮c, pos艂uszni b臋dziecie g艂osowi memu i strzec b臋dziecie przymierza mego, b臋dziecie mi w艂asno艣ci膮 nad wszystkie narody; chocia偶 moja jest wszystka ziemia" (Exodus, XIX, 5). Odpowiedzia艂 wszystek lud: "Wszystko, co Pan rzek艂, uczynimy" (Exodus, XIX, 8)

    Darmowa 艂aska w艂adcy

    Tego, co dot膮d powiedziane, nie wystarczy jednak, by zgodzi膰 si臋 z twierdzeniem Bachtina, 偶e l臋k urz臋dowy, taki jaki z w艂asnego do艣wiadczenia znamy, jest po prostu replik膮 kosmicznego. Czego艣 w odtworzonym tu obrazie brak. Wynika ze艅, 偶e wystawiwszy Bo偶ej mocy, jaka przera偶a, ale te偶 zdolna jest nagradza膰 pos艂usznych, czek in blanco - ludzie gotowi s膮 podporz膮dkowa膰 swe poczynania kodeksowi praw (kt贸ry zaraz te偶 Moj偶esz ludowi, z najdrobniejszymi szczeg贸艂ami, wy艂uszcza); ale i to tak偶e z nakre艣lonego tu obrazu wynika, 偶e Bo偶膮 wol臋 b臋dzie odt膮d uleg艂o艣膰 ludzka kr臋powa艂a. Zachowuj膮c pos艂usze艅stwo, mog膮 teraz ludzie zyska膰 艂ask臋 Bo偶膮; ba, by膰 pewni Bo偶ej 艂askawo艣ci - co w przypadku wszech艣wiata bez twarzy i g艂osu by艂o nie do pomy艣lenia. Pozbyli si臋 wi臋c ludzie upiora niepewno艣ci, jaki ich n臋ka艂. Ale czy wraz z niepewno艣ci膮 nie rozwieje si臋 ich l臋k? Gdy zniknie niepewno艣膰, i l臋k jaki z niej si臋 rodzi - na czym w艂adza ziemska wesprze nadziej臋 na pos艂usze艅stwo poddanych?

    Nie nadawa艂yby si臋 zatem dzieje l臋ku kosmicznego do przerobu na l臋k urz臋dowy, gdyby si臋 w historii zawartego na Synaju przymierza, opowiedzianej w ksi臋dze Exodusu, zamkn臋艂y. Potrzebuj膮 uzupe艂nienia. Jest nim ksi臋ga Hioba. Dla uzasadnienia mocy Bo偶ej nie jest ona niezb臋dna - ale w艂adzy ziemskiej, a wi臋c l臋kowi urz臋dowemu, na jakim jej moc si臋 wspiera, trudno si臋 bez niej obej艣膰.

    O w艂adzy ziemskiej orzek艂 Carl Schmitt, 偶e polega ona na mocy czynienia wyj膮tk贸w. Wyj膮tek nie tylko potwierdza regu艂臋; regu艂a, jako taka, 偶yje wy艂膮cznie z wyj膮tk贸w. Za艣 Giorgio Agamben, najprzenikliwszy bodaj z pisz膮cych dzi艣 we W艂oszech filozof贸w politycznych, dodaje: "Regu艂a stosuje si臋 do wyj膮tku przez odmow臋 zastosowania, przez wycofanie si臋". Chaos, przypadkowo艣膰, przygodno艣膰 nie s膮 plag膮 stanu sprzed zaprowadzenia 艂adu, przeciwnie; bez 艂adu, bez rz膮d贸w regu艂y, s膮 nie do pomy艣lenia - wy艂aniaj膮 si臋 z ich zawieszenia lub jego gro藕by. Bez prawa do kaprysu, zawieszenia regu艂, wy艂膮czenia spod prawa, suwerenno艣膰 w艂adzy si臋 nie ostanie. Bez mocy czynienia wyj膮tk贸w nie by艂oby mocy stanowienia regu艂... Je艣li o w艂adz臋 ziemsk膮 idzie, nie mog艂aby czerpa膰 wzoru z ksi臋gi Exodusu, gdyby nie towarzyszy艂a jej ksi臋ga Hioba.

    Ksi臋ga Hioba g艂osi, jak to Leszek Ko艂akowski celnie uj膮艂, 偶e B贸g nam niczego nie jest winien; a ju偶 tym bardziej nie winien nam usprawiedliwienia si臋 ze swych czyn贸w. Wszechmoc Bo偶a zawiera prawo do kaprysu i niespodzianki, moc czynienia cud贸w i ignorowania praw natury, jakie istoty 艣miertelne, a wi臋c nie wszechmocne mog膮 zlekcewa偶y膰 tylko na w艂asn膮 zgub臋. Jako 偶e B贸g mo偶e zadawa膰 ciosy wedle uznania, powstrzymuje si臋 przed ich zadawaniem dlatego tylko, 偶e taka Jego wola; ze swej dobroci, 艂askawo艣ci, dobrotliwo艣ci, 偶yczliwo艣ci ludziom. Jest przes艂aniem tej ksi臋gi, 偶e pomys艂, i偶 cz艂owiek mo偶e zmusi膰 Boga do dzia艂ania wedle jego, cz艂owieka, woli (cho膰by i przez skrupulatne podporz膮dkowanie si臋 Jego przepisom) jest blu藕nierstwem.

    Inaczej ni偶 niemy kosmos, B贸g objawia sw膮 wol臋 w przykazaniach. Sprawdza te偶, czy przykaza艅 dope艂niono i karze tych, kt贸rzy je naruszyli. Nie jest te偶, w odr贸偶nieniu od kosmosu, oboj臋tny na to, co 艣miertelnicy czyni膮 lub na to, jakich czyn贸w zaniedbali. Ale podobnie kosmosowi, B贸g z ksi臋gi Hioba nie jest zwi膮zany ludzkimi post臋pkami. Mo偶e On czyni膰 wyj膮tki - i logika, konsekwencja, powszechno艣膰 regu艂 nie s膮 z tej prerogatywy wy艂膮czone. Na mocy czynienia wyj膮tk贸w wspiera si臋 zar贸wno nieograniczono艣膰 w艂adzy Bo偶ej, jak i powszechno艣膰 l臋ku Bo偶ego. Jak i dawniej, w czasach poprzedzaj膮cych zawarcie przymierza, krusi s膮 ludzie i niepewno艣ci膮 zmo偶eni...

    Na tropach urz臋dowego l臋ku

    Je艣li suwerenno艣膰 w艂adz ziemskich, i ich nadzieje na pos艂usze艅stwo, na nieporadno艣ci poddanych wobec niepewno艣ci losu si臋 wspiera, produkcja urz臋dowego l臋ku jest kluczem do sukcesu. L臋k kosmiczny nie potrzebuje pomocnik贸w czy po艣rednik贸w - ale l臋k urz臋dowy nie mo偶e si臋 bez nich obej艣膰.

    L臋k urz臋dowy trzeba dopiero stworzy膰 - i to 艣rodkami ludziom dost臋pnymi. W艂adze ziemskie nie spiesz膮 na pomoc ludziom ju偶 wprz贸dy miotanym niepewno艣ci膮 i l臋kiem, cho膰 staraj膮 si臋 jak mog膮 przekona膰 poddanych, 偶e taka w艂a艣nie jest kolejno艣膰 rzeczy. Na podobie艅stwo nowinek rynkowych, w艂adze ziemskie musz膮 wpierw stworzy膰 zapotrzebowanie na swe us艂ugi. I musz膮 zadba膰 o to, by l臋ku poddani nigdy si臋 do ko艅ca nie pozbyli ani aby ich niepewno艣膰 do cna nie wyparowa艂a.

    Specjalizuj膮 si臋 w tej sztuce re偶imy totalitarne. Stalin by艂 tej sztuki mistrzem nad mistrze. Jak wszyscy tyrani, 艣wiadom by艂 l臋kotw贸rczej potencji terroru. Ale szczeg贸lnego mistrzostwa dowodzi to, 偶e ciosy zadawa艂 Stalin na 艣lepo, na chybi艂 trafi艂. Jak zb艂膮kane kule, spada艂y one na ludzi niespodziewanie, jak to si臋 powiada "bez dania racji", bez 艂adu i sk艂adu. Nie mo偶na si臋 by艂o w nich dopatrzy膰 logiki - a wi臋c nie mo偶na by艂o ani ich odwr贸ci膰, ani si臋 o ich odwr贸cenie odwo艂a膰.

    Przez d艂ugie lata, na d艂ugo zanim Matka-Rosjanka poprosi艂a go o zako艅czenie wojny, Stalin demonstrowa艂 publicznie sw膮 czarodziejsk膮 moc przerywania czystek i polowa艅 na czarownice, czy podtrzymywania fali aresztowa艅 i zsy艂ek z dnia na dzie艅, bez uprzedzenia i bez wyja艣nienia, tak samo, jak je zaczyna艂. Nikt nie umia艂 przewidzie膰 z g贸ry, jaki to rodzaj dzia艂alno艣ci czy jakie cechy osobowo艣ci uznane b臋d膮 nazajutrz za znami臋 podst臋pnych knowa艅 czy parania si臋 czarn膮 magi膮. A jako 偶e podczas nagonki ka偶dy zwierz w okolicy mo偶e si臋 znale藕膰 na muszce my艣liwego, i skoro nie zadawano sobie z regu艂y trudu, by to偶samo艣膰 tych, na kt贸re muszka trafi艂a, sprawdzi膰 przed naci艣ni臋ciem cyngla, nikt nie m贸g艂 by膰 pewien, czy go przy okazji kolejnego polowania na czarownice, bez wzgl臋du na to, jakie w艂a艣ciwo艣ci uznano aktualnie za wied藕m cechy rozpoznawcze, nie ustrzel膮. Czmychaj膮c na wie艣膰 o polowaniu na wielb艂膮dy, zaj膮c z sowieckiego dowcipu t艂umaczy艂: "Najpierw ci臋 zastrzel膮, a potem zbieraj dowody 偶e艣 zaj膮cem". W 偶adnych bodaj czasach Kalwinowy obraz istoty najwy偶szej, kt贸ra zbawia lub pot臋pia bez zwi膮zku z tym, co zbawieni lub pot臋pieni czyni膮 i kt贸rej wyroki s膮 r贸wnie niezbadane co nie podlegaj膮ce dyskusji, nie nabra艂 takiej wiarygodno艣ci co pod rz膮dami Stalina.

    Kiedy nikt ani przez chwil臋 nie mo偶e czu膰 si臋 bezpieczny i by膰 pewien czy 艂omotanie w drzwi przed nast臋pnym 艣witem z 艂贸偶ka go nie wyci膮gnie, wtedy spokojnie przespana noc czy dzie艅 bez katastrofy staje si臋 wyj膮tkiem, zdarzeniem wyj膮tkowym; wi臋cej, jest dowodem 艂aski, cudownego aktu zbawienia, jakich sprawi膰 nie mog膮 w膮t艂e ludzkie si艂y ani ogarn膮膰 zwyk艂y ludzki rozum - spraw膮 ponadludzkiej pot臋gi. Na skal臋 dot膮d niespotykan膮 korzysta艂 Stalin z praw suwerena do wy艂膮czania poddanych spod ochrony praw - wszelkich praw, 艂膮cznie z niestanowionymi, naturalnymi prawami cz艂owieka. Cz臋stotliwo艣膰 korzystania by艂a tak olbrzymia, 偶e anulowanie regu艂y sta艂o si臋 regu艂膮. Ilo艣膰, by tak rzec, przesz艂a w jako艣膰 - a raczej przeobrazi艂a jako艣膰 w jej przeciwie艅stwo. Wyj膮tkiem sta艂o si臋 nieczynienie wyj膮tk贸w. Umkn膮膰 nagonce, uj艣膰 ca艂o 艂owcom i psom go艅czym, by艂o 艣wiadectwem wyj膮tkowej atencji, 艂aski, 偶yczliwo艣ci i szczeg贸lnych wzgl臋d贸w Nadle艣niczego (a tak偶e jego m膮dro艣ci i dobrej woli: rozpozna艂 wszak bez pud艂a niewinno艣膰 niedosz艂ej ofiary). A za dobro膰 zbawcy nale偶y by膰 wdzi臋cznym. I zaj膮ce, kt贸rych z wielb艂膮dami nie pomylono lub myli膰 przestano, by艂y wdzi臋czne.

    W poszukiwaniu 藕r贸de艂 niepewno艣ci

    Poszukuj膮c uzasadnienia swych wymaga艅, ka偶da ziemska w艂adza powo艂uje si臋 na niepewno艣膰, jaka dr臋czy podw艂adnych, a jaka n臋ka艂aby ich dotkliwiej jeszcze, gdyby w艂adza jej nie 艂agodzi艂a czy mitygowa艂a. W kraju centralnego planowania, pod nieobecno艣膰 rynku, naturalnego ekotopu niepewno艣ci, owa niepewno艣膰 losu, na kt贸r膮 w艂adza mia艂aby by膰 szpitalem i aptek膮, a pos艂usze艅stwo wobec w艂adzy mia艂o by膰 leczniczym re偶imem, musia艂a by膰 fabrykowana sztucznie, sposobami politycznymi. Nie przypadkiem charakterystyczny dla stalinowskiego re偶imu terror wyrywkowy, stosowany na chybi艂 trafi艂, bez 艂adu i bez sk艂adu, ruszy艂 w Rosji pe艂n膮 par膮 w chwili, gdy z艂o偶ono do grobu doczesne szcz膮tki NEP-u i ukr臋cono 艂eb handlowi wraz z handlarzami.

    W normalnym spo艂ecze艅stwie rynkowym produkcja niepewno艣ci nie jest k艂opotem w艂adzy politycznej: wystarcza, 偶e w艂adza strze偶e wolno艣ci konkurencji. W艂adzy politycznej pozostaje zadanie legitymowania si臋 mitygowaniem panosz膮cej si臋, bez jej udzia艂u, niepewno艣ci indywidualnego losu, i 艂agodzeniem jej nast臋pstw. Logika owej legitymacji wiod艂a w czasach nowo偶ytnych nieub艂aganie do "pa艅stwa opieku艅czego" (lub, jak si臋 je ostatnio, wstecz spogl膮daj膮c, na Zachodzie nazywa膰 proponuje, "pa艅stwa socjalnego").

    Od tej legitymacji od jakiego艣 czasu si臋 odchodzi. Instytucje opieku艅cze podlegaj膮 rozbi贸rce, a przepisy prawne ograniczaj膮ce woln膮 gr臋 konkurencji rynkowej i chroni膮ce jej ofiary - kasacji.

    Funkcje opieku艅cze pa艅stwa zaw臋偶a si臋 do mniejszo艣ci, kt贸ra utrzyma膰 si臋 przy 偶yciu w walce konkurencyjnej z tego czy innego powodu nie mo偶e - do bezrobotnych, niedo艂臋偶nych, czy nieudolnych fizycznie lub psychicznie (cho膰 w ich przypadku zmienia si臋 klasyfikacj臋 podejmowanych zabieg贸w z "opieki spo艂ecznej" na "ochron臋 prawa i porz膮dku"). Coraz cz臋艣ciej, i coraz jawniej, politycy umywaj膮 r臋ce od odpowiedzialno艣ci za niepowodzenia i niedol臋 pechowych jednostek i przez wszystkich jednako odczuwan膮 niepewno艣膰 bytu wynik艂膮 z rynkowego hazardu. Wzywaj膮 ofiary do wydobywania si臋 z tarapat贸w w艂asnym staraniem. Nawo艂uj膮 do wi臋kszej "flexibility" - gi臋tko艣ci, elastyczno艣ci - oferuj膮c wi臋cej niepewno艣ci jako lekarstwo na niepewno艣膰 dotychczasow膮. Jak to uj膮艂 niemiecki socjolog Ulrich Beck - ludziom zleca si臋 dzi艣 poszukiwanie indywidualnych wyj艣膰 ze wsp贸lnych, spo艂ecznych k艂opot贸w.

    Nowa strategia w艂adzy ma swe skutki uboczne. Podmywa ona fundamenty, na kt贸rych w艂adza nowoczesna zwyk艂a by艂a wspiera膰 zar贸wno sw贸j autorytet i wym贸g pos艂uchu, jak i dowody na wag臋 swej roli. St膮d powszechnie dzi艣 notowany uwi膮d zainteresowa艅 poczynaniami rz膮d贸w i parlament贸w, rosn膮ca apatia wyborcza, masowy odwr贸t obywateli od uczestnictwa w polityce "zinstytucjonalizowanej". Rozum podpowiada: Je艣li pa艅stwo mi w niczym pom贸c nie zamierza, po co mam nim sobie g艂ow臋 zaprz膮ta膰, trac膮c czas i si艂y, jakie ka偶膮 mi w艂asnym interesom po艣wi臋ca膰?

    Pa艅stwowa wytw贸rnia l臋ku

    Zdj膮wszy z siebie odpowiedzialno艣膰 za leczenie ran poniesionych w rynkowych bitwach o byt i dobrobyt, w艂adza pa艅stwowa potrzebuje alternatywnej niepewno艣ci, z kt贸r膮 zmierzy膰 si臋, na oczach i przy poklasku poddanych, potrafi. Rol臋 poszukiwanej namiastki zaczyna pe艂ni膰 coraz wyra藕niej "safety", czyli bezpiecze艅stwo osobiste - cia艂a i jego przybud贸wek, a wi臋c w艂asno艣ci osobistej, domostwa, ulicy, okolicy - od zagro偶e艅 ze strony kryminalist贸w, sk艂onnej do przest臋pstw "podklasy", obcych o kt贸rych nigdy nie wiadomo, do czego s膮 sk艂onni, a ca艂kiem ostatnio tak偶e i terroryst贸w. W odr贸偶nieniu od zagro偶e艅 rynkowych, zbyt oczywistych, by trzeba by艂o o nich przypomina膰, l臋k przed zagro偶eniami alternatywnymi musi by膰 podsycany, by osi膮gn膮艂 nat臋偶enie dostateczne legitymowania rz膮d贸w politycznych, a zarazem odwr贸cenia uwagi od niepewno艣ci rynkowego pochodzenia, kt贸rej u艣mierzy膰 w艂adze nie maj膮 ani si艂y, ani zamiaru. Idzie o to, by niespe艂nienie si臋 zapowiadanych niebezpiecze艅stw uzna膰 mo偶na by艂o za triumf niezwyk艂y mo偶liwy li tylko dzi臋ki czujno艣ci, przemy艣lno艣ci i zapobiegliwo艣ci organ贸w pa艅stwowych.

    Taki w艂a艣nie zamiar i odpowiednia do zamiaru strategia wy艂aniaj膮 si臋 z aktualnych poczyna艅 "zbrojnych ramion" ameryka艅skich i licznych europejskich rz膮d贸w - tym wyra藕niej, im bardziej pog艂臋bia si臋 zapa艣膰 gospodarcza, ro艣nie bezrobocie i spadaj膮 notowania gie艂dowe. W Ameryce, jak i w Anglii, z monotonn膮 regularno艣ci膮 informuj膮 m臋偶owie stanu o nadci膮gaj膮cych spiskach i zamachach. Do zamach贸w z regu艂y nie dochodzi, ale os膮d l臋ku wraz z wdzi臋czno艣ci膮 za wybawienie od katastrofy i przekonanie, 偶e zagro偶enie trwa, a wi臋c trwa te偶 potrzeba ratunku, pozostaj膮.

    Zatrzymajmy si臋 przy jednym, ale jak偶e charakterystycznym, prototypowym w gruncie rzeczy przyk艂adzie z 10 czerwca 2002 roku. W dniu tym kilku urz臋dnik贸w ameryka艅skich najwy偶szego szczebla (m.in. dyrektor FBI Robert Mueller, zast臋pca prokuratora generalnego USA Larry Thompson, wiceminister obrony Paul Wolfowitz) og艂osi艂o zatrzymanie podejrzanego terrorysty z al Kaidy w momencie, gdy wraca艂 do Chicago z kursu szkoleniowego w Pakistanie. Sz艂o o niejakiego Jose Padilla, hiszpa艅skoj臋zycznego Amerykanina, kt贸ry nawr贸ciwszy si臋 na Islam przyj膮艂 arabskie nazwisko Abdullaha al-Mujahira i uda艂 si臋 niezw艂ocznie do nowo uzyskanych braci po wskaz贸wki, jak m艣ci膰 si臋 na dotychczasowej ojczy藕nie. Przeszkolono go tam w konstruowaniu "brudnych bomb" - "zatrwa偶aj膮co 艂atwych do skonstruowania" z paru uncji powszechnie dost臋pnych 艣rodk贸w wybuchowych i jakiego popadnie radioaktywnego materia艂u (nie wyja艣niono, dlaczego "zatrwa偶aj膮co 艂atwa konstrukcja" wymaga艂a dalekiej wyprawy i wyrafinowanego przeszkolenia - ale jak ju偶 zauwa偶yli艣my, w uprawie urz臋dowego l臋ku logika jest przeszkod膮 raczej ni偶 pomoc膮). "Nowe poj臋cie wesz艂o na sta艂e do pojedenastowrze艣niowego s艂ownictwa przeci臋tnego Amerykanina: brudna bomba" - oznajmili reporterzy USA Today, Nichols, Hall i Eisler.

    Nawiasem m贸wi膮c, pomylili si臋. Co dla jednych ramion zbrojnych pa艅stwa jest k膮skiem smakowitym, dla innych mo偶e by膰 trucizn膮. Je艣li dziecinnie 艂atwo brudn膮 bomb臋 ulepi膰 na miejscu, po co puklerz antyrakietowy czy bombardowanie Iraku? W ci膮gu dwu dni spraw臋 wyciszono, a Abdullah al-Mujahir znik艂 ze szpalt prasy r贸wnie nagle, jak si臋 pojawi艂. Brudn膮 bomb臋 zast膮pi艂y inne gro藕by, ostro偶niej dobrane. Ale jak zauwa偶y艂 Robert J. Samuelson w "Washington Post" z 18 grudnia 2002 - spos贸b, w jaki prezydent Bush wybroni艂 sw贸j autorytet przed nast臋pstwami gospodarczej zapa艣ci, by艂 "jedn膮 z najciekawszych historii roku". Uwaga Amerykan贸w by艂a, jak wida膰, "zaj臋ta terroryzmem i Irakiem". "Chciwo艣膰, uczucie dominuj膮ce w czasie hossy, zast膮pi艂 strach".

    Do gro藕by terroryzmu jako czynnika l臋kogennego ucieka si臋 te偶 sporadycznie rz膮d brytyjski. Raz po raz docieraj膮 do dziennik贸w "przecieki" z nieoficjalnych, ale "dobrze poinformowanych" 藕r贸de艂, z regu艂y nader og贸lnikowe, o przygotowywanych atakach gazowych lub bombowych w licznych, acz nie nazwanych miejscowo艣ciach Wielkiej Brytanii. Staj膮 si臋 na czas jaki艣 g艂贸wnym tematem dnia, wypieraj膮c ze szpalt bardziej konkretne, ale z tego powodu mniej dla celu przydatne informacje o kryzysie finansowym szpitali, emerytur czy uniwersytet贸w. Na og贸艂 jednak nie gro藕ba terroryzmu jest w Europie g艂贸wnym motywem urz臋dowych l臋k贸w. Jak to uj膮艂 publicysta "New York Timesa" Donald G. McNeil Jr., europejscy politycy "rajfurz膮 obaw膮 przed przest臋pczo艣ci膮". Po obietnicy coraz surowszej rozprawy z przest臋pcami ju偶 zdemaskowanymi lub in spe uciekaj膮 si臋 w kampaniach wyborczych najch臋tniej bez wzgl臋du na swe ideologiczne sympatie. Zapowied藕 wi臋kszej liczby policyjnych patroli i budowy nowych wi臋zie艅 okaza艂a si臋 niezawodnym sloganem wyborczym. Pop艂aca te偶 (jak o tym liczni politycy europejscy przekonali si臋 ostatnio - jedni z satysfakcj膮, inni z 偶alem poniewczasie) wi膮za膰 strach przed kryminalistami z podejrzliwo艣ci膮 wobec imigrant贸w (wybieg trudny do zastosowania w Ameryce, kraju imigrant贸w, kt贸ry nie bez racji szczyci si臋 tradycj膮 przygarniania i otaczania opiek膮 uciskanych i upokarzanych mas). Wedle McNeila, politycy ca艂ej Europy wi膮偶膮 nienawi艣膰 etniczn膮, kt贸rej w czystej postaci wspiera膰 otwarcie nie wypada, z bardziej strawn膮 obaw膮 o bezpiecze艅stwo osobiste.

    Ci niebezpieczni imigranci

    W opinii Nathaniela Herzberga i Cecylii Prieur, politycznych korespondent贸w "Le Monde'u", zesz艂oroczna konfrontacja Jacques'a Chiraca i Lionela Jospina w kampanii prezydenckiej szybko przeobrazi艂a si臋 w licytacj臋; kandydaci prze艣cigali si臋 w obietnicach, jednym tchem wypowiadanych, silnej r臋ki wobec kryminalist贸w i radykalnego ograniczenia imigracji, wskazuj膮c na rozzuchwalonych bezkarno艣ci膮 z艂odziejaszk贸w i o艣mielonych pob艂a偶liwo艣ci膮 stra偶y granicznej "obcych" jako na g艂贸wne 藕r贸d艂o bole艣nie prze偶ywanej przez Francuz贸w precarite (chybotliwej pozycji spo艂ecznej, niepewnych widok贸w na przysz艂o艣膰); w domy艣le - jedyne 藕r贸d艂o, jako 偶e o innych 藕r贸d艂ach nie wspominano. Ton kampanii nada艂 od razu na wst臋pie Chirac, ostrzegaj膮c Francuz贸w przed "wzbieraj膮c膮 fal膮" zbrodni i obiecuj膮c polityk臋 "zerowej tolerancji".

    Jospin nie pozosta艂 w tyle, ripostuj膮c z miejsca zapowiedzi膮 "wojny o bezpiecze艅stwo osobiste" obywateli, 艣lubuj膮c kres pob艂a偶liwo艣ci i przysi臋gaj膮c, 偶e nigdy nie nale偶a艂 i nigdy nie przyst膮pi do "szko艂y angelicznej" (obci膮偶aj膮cej upo艣ledzenie i upokorzenie spo艂eczne m艂odocianych imigrant贸w win膮 za ich wykolejenie). Zleci艂 te偶 ministrowi spraw wewn臋trznych zwi臋kszenie uprawnie艅 policji wobec przest臋pczej m艂odzie偶y banlieues (przedmie艣膰 zamieszkanych g艂贸wnie przez mniejszo艣ci etniczne). Gdy Chirac obieca艂 powo艂anie ministerstwa bezpiecze艅stwa wewn臋trznego, Jospin odpowiedzia艂 obietnic膮 "nowego ministerstwa odpowiedzialnego za wszystkie aspekty bezpiecze艅stwa osobistego i koordynacj臋 dzia艂a艅 policyjnych". Z chwil膮 gdy Chirac wyst膮pi艂 z pomys艂em "zamkni臋tych o艣rodk贸w" dla m艂odocianych naruszycieli prawa, Jospin zaproponowa艂 dla tych偶e "zamkni臋te struktury", dorzucaj膮c zapowied藕 skazywania winnych z miejsca i na miejscu.

    Zaledwie ze trzydzie艣ci lat temu Portugalia (obok Turcji) by艂a g艂贸wnym dostarczycielem gastarbeiter贸w oskar偶anych przez schludnych i porz膮dek mi艂uj膮cych niemieckich mieszczan o szpecenie rodzimego krajobrazu i wystawianie na szwank umowy spo艂ecznej mi臋dzy kapita艂em a prac膮 - fundamentu ich dostatniego 偶ycia, spokoju ducha i ufno艣ci w przysz艂o艣膰. Z kraju eksportu si艂y roboczej Portugalia przekszta艂ci艂a si臋 ostatnio w kraj jej importu. Trudy i upokorzenia zarabiania na chleb na obczy藕nie posz艂y rych艂o w zapomnienie i 27 proc. Portugalczyk贸w uzna艂o okolice roj膮ce si臋 od cudzoziemc贸w i z艂odziei za sw贸j g艂贸wny frasunek. Nieznany dot膮d polityk Paulo Portas pom贸g艂 prawicowej koalicji mocniej si臋 u w艂adzy usadowi膰, pos艂uguj膮c si臋 tylko jednopunktowym programem: zamkn膮膰 granice przed emigrantami. Podobny obr贸t przybra艂y niedawne przetasowania polityczne w Austrii, Holandii, ale te偶 i w Danii, W艂oszech, Norwegii - krajach, kt贸re jeszcze jedno-dwa pokolenia temu wysy艂a艂y sw膮 m艂odzie偶 "na saksy" w poszukiwaniu chleba, jakiego brak艂o w domu.

    Na to, by zatamowa膰 najobfitsze, gospodarcze 藕r贸d艂a niepewno艣ci bytu, rosn膮cej ryzykowno艣ci 偶yciowych plan贸w i malej膮cej ufno艣ci w trwa艂o艣膰 instytucji spo艂ecznych i wiarygodno艣膰 notorycznie ruchomych drogowskaz贸w i punkt贸w orientacyjnych, polityk贸w, kt贸rzy tylko 艣rodkami dzia艂ania o lokalnym zasi臋gu dysponuj膮, nie sta膰. Nie istniej膮 rozwi膮zania lokalne dla globalnie produkowanych problem贸w. Nie dziw, 偶e politycy sk艂onni s膮 ogniskowa膰 si臋 na sprawach, w kt贸rych mog膮 pokaza膰, 偶e nie siedz膮 z za艂o偶onymi r臋koma, i dowie艣膰 publicznie swej u偶yteczno艣ci. Dla fabryk urz臋dowego l臋ku szukaj膮 z rosn膮cym zapa艂em produkt贸w zast臋pczych.

    Spos贸b zaspokajania zapotrzebowania na l臋k urz臋dowy zainicjowany i uprawiany przez Stalina nale偶y dzi艣, miejmy nadziej臋, do przesz艂o艣ci (w naszej przynajmniej cz臋艣ci globu). Ale czy to samo da si臋 powiedzie膰 o zapotrzebowaniu samym? P贸艂 wieku po 艣mierci arcymistrza terroru zapotrzebowanie zda si臋 偶ywe - a i na tyle 偶ywotne, by dyktowa膰 hierarchie wa偶no艣ci, programy i agendy polityczne rz膮d贸w i ich klienteli. Korzenie spo艂eczne tego zapotrzebowania s膮 takie same jak niegdy艣. Wyrastaj膮 ze sposobu, w jaki organizujemy swe wsp贸艂偶ycie i w jaki zabieramy si臋 do rozwi膮zywania problem贸w, jakie ze艅 si臋 rodz膮. Warto by uczci膰 rocznic臋 przep臋dzenia stalinowskiej zmory, uwa偶niej si臋 tym korzeniom przygl膮daj膮c. Mo偶e da si臋 co艣 z nimi zrobi膰? Na przyk艂ad wyrwa膰?

    Zygmunt Bauman (ur. 1925 r.) - socjolog, do 1968 r. profesor na Uniwersytecie Warszawskim, po usuni臋ciu z UW kierowa艂 katedr膮 socjologii na uniwersytecie w Leeds; jest autorem kilkudziesi臋ciu ksi膮偶ek, m.in.: "Nowoczesno艣膰 i Zag艂ada", "Etyka ponowoczesna", "Prawodawcy i t艂umacze", "艢miertelno艣ci, nie艣miertelno艣膰 i inne strategie przetrwania", "Ponowoczesno艣膰 jako 藕r贸d艂o cierpie艅" oraz "Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika".
    BIBLIOTEKA ONLINE
  • teksty wszystkich program贸w wg. autor贸w
  • Logowanie
    Nazwa u縴tkownika

    Has硂



    Nie mo縠sz si zalogowa?
    Popro o nowe has硂
    © Fundacja & a.polis 2006
    White_n_Light Theme by: Smokeman
    Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
    Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
    Wygenerowano w sekund: 0.00