| Dla Zielonych 2004 - przygotowanie do dyskusji i materiały na warsztaty |
Ewa Charkiewicz
Projekt 12.06.06
LOKALNE EKO-SPOŁECZNE WSKAŹNIKI ROZWOJU
Wskaźniki czy mierniki są jednym z najbardziej powszechnych narzędzi uprawiania polityki, zarządzanią firma czy administrowania państwami. Począwszy od stopni w klasie, mierników wzrostu gospodarczego (n.p. Produkt Krajowy Brutto), czy rankingów konkurencyjności i efektywności firm czy gospodarek narodowych, (Standard & Poor), klasyfikacji krajów pod kątem korupcji, czy wskaźników oceny pracownika jakie są stosowane w zarządzaniu personelem (tzw. zasobami ludzkimi), wskaźniki są powszechnym sposobem oceniania, mierzenia i klasyfikacji procesów społecznych, działalności firm, państw i ludzi. Stosowane do projektowania, wdrażania, korygowania polityki gospodarczej, społecznej, czy ekologicznej wskaźniki mierzą rzeczywistość, wydają o niej sąd, pozwalają ocenić kierunek, zweryfikować go, sprawiają, aby ludzie dopasowali się do ich filozofii i założeń. Wskaźniki „wytwarzają” rzeczywistość społeczną i sterują zachowaniem ludzi i grup społecznych. Można o nich powiedzieć, że są formą sprawowania władzy i rządzenia na dystans.
Z uwagi na ich powszechne zastosowania i „produktywne” efekty warto poświęcić uwagę temu, w jakim celu, na jakich zasadach i w oparciu o jakie założenia, przez kogo wskazniki są opracowywane i wdrażane, oraz jaki udział w ich tworzeniu mają ludzie i społeczności, których one dotyczą.
Większość wskaźników dotyczy procesów ekonomicznych. Feministyczna , ekologiczna i alternatywno-lewicowa refleksja i ruchy społeczne zaangażowały się w krytykę wskaźników takich jak np. PKB z uwagi na pomijanie społecznych kosztów wzrostu gospodarczego (bezrobocie i praca poniżej tzw living wage), pomijanie sfery gospodarki reprodukcyjnej (tzw. gospodarki troski – care economy) oraz pomijanie ekologicznych kosztów produkcji i konsumpcji. To pomijanie wynika ze ślepoty” założeń modelu rynku w ekonomii neoklasycznej. Ten dominujący paradygmat w naukach ekonomicznych, jaki wyłonił się pod koniec XIX wieku ujmuje rynek jako zamknięty, okrężny system wymiany pieniędzy, towarów, usług i pracy, między gospodarstwami domowymi a firmami. W modelu rynku wg ekonomii neoklasycznej nie mieszczą się ludzie, którzy nie mają pracy i środków do życia, albo tzw pracujący biedacy, nie mieści się nieodpłatna praca opiekuńcza, głównie kobiet, od której zależy reprodukcja ludzi, niezbędna aby rynek mógł funkcjonować. Nie mieszczą się także rzeczywiste koszty nieodwracalnego zużycia zasobów, niszczenia i zatruwania środowiska dla obecnego i przyszłych pokoleń. Te koszty społeczne, kobiece i ekologiczne są, jak mówią ekonomiści, eksternalizowane, t.j. wyrzucane na zewnątrz modelu, a wraz z jego wdrażaniem poza objętą dyskursem politycznym rzeczywistość.
Rysunek 1.
Okrężny model rynku w ekonomii neoklasycznej. (Rynek jako mediowany monetarnie system wymiany między gosppdarstwami domowymi a firmami)

Rysunek 2.
Okrężny model rynku w wersji feministycznej, 'poprawiony'o uwzględnienie bezpłatnej opiekuńczej pracy kobiet
Rysunek 3.
Okrężny model rynku, w wersji poprawionej o uwzględnienie kosztów ekologicznych i społecznych, w tym o uwzględnienie bezpłatnej pracy opiekunczej w domu.
Źródlo: France Hutchinson, Mary Mellor i Wendy Olsen. The Politics of Money. Towards Sustainability and Economic Democracy.London:Pluto Press. 2002. Str 180

Rysunek 4.
Rynek w wersji neoliberalnej:powszechna marketyzacja
Dla ekonomistów przyroda spełnia dwie funkcje; (i) dostarcza surowce do produkcji oraz (ii) tzw. zlew na odpady. Natomiast ludzie ujmowani są w ekonomii jako gospodarujące, wytwarzające majątek podmioty (tu z historycznego założenia jest to podmiot płci męskiej), jako siła robocza albo jak obecnie się mówi zasoby ludzkie, bądź jako siła nabywcza (konsumenci). Mamy więc do czynienia z bardzo instrumentalnym podejściem do ludzi i przyrody. Aby zaistnieć w ekonomii i w polityce ekonomicznej, przyroda i ludzie muszą mieć wyznaczona wartość i swoją cenę, reprezentowaną liczbami i wymierną w pieniądzu.
I tutaj właśnie leży wielki dylemat włączania kosztów reprodukcji ludzi i zużycia środowiska do równań ekonomicznych. Jeśli nie włączymy, to społeczne i ekologiczne koszty wzrostu gospodarczego będą pomijane, a jeśli włączamy, to musimy podać wartość, skalkulować cenę, z czym wiąże się instrumentalizacja (stechnicznienie) ludzi i przyrody, redukowanie ich do finansowo wymiernej wartości. Rozwiązaniem tego problemu jest dyskusja o alternatywnych założeniach i strategiach rozwoju społecznego, w tym rozwijanie alternatywnych koncepcji ekonomicznych i narzędzi do ich wdrażania, zarówno na poziomie globalnym czy lokalnym. Toteż właśnie przedstawienie lokalnych eko-społecznych wskaźników jako narzędzi do wdrażanie trwałego rozwoju jest głównym celem tej prezentacji.
Finansowy kapitalizm i neoliberalne zarządzanie
Zanim przejdę do alternatyw, chciałabym jeszcze poświęcić trochę uwagi dwóm wymiarom obecnej sytuacji polityczno-ekonomicznej, ponieważ dotyczą one kontekstu, w który „interweniują” alternatywne eko-społeczne wskaźniki rozwoju. Zmiany, w tym także w teoriach ekonomicznych i w paradygmatach rządzenia jakie zachodzą na świecie od lat 1970-ych, i wiążą się z koncem liberalnego czy socjalistycznego państwa opiekuńczego.
Przede wszystkim skończył się tzw złoty wiek kapitalizmu, który opierał się o fordystyczny model linii produkcyjnej, liberalny kontrakt społeczny i keynsiańska makropolitykę (powszchny wzrost płac i kredyt konsumpcyjny, aby zwiększyć siłę nabywczą ludności). Kapitalizm finansowy przemeblował firmy, niegdyś zarządzane tak, aby rosła produkcja i sprzedaż, a teraz tak, żeby rosła cena akcji, a tym samym zyski banków i innych nowych instytucji finansowych. Reorganizacja państwa, szpitala, uniwersytetu czy gminy zgodnie z modelem firmy i narzucenie ludziom indywidualnej odpowiedzialności pozwoliło uwolnić kapitał finansowy na ekonomicznie korzystniejsze inwestycje. Jednocześnie postęp techniczny i neoliberalne parametry zarządzania gospodarką sprawiły, że wyworzył się podział na ludzi użytecznych z punktu widzenia ich zdolności do wytwarzania zysków i ludzkie odpady, jak nazwał to zjawisko Zygmunt Bauman (2004).
Neoliberalny model rządzenia państwem i ludzmi zasadniczo różni się od modelu liberalnego. Dwie podstawowe różnice to:
(1) rynek i firma, a więc efektywność ekonomiczna i maksymalizacja zysków jest uniwersalnym modelem do reorganizacji państwa, szpitala, uniwersytetu, gminy czy jednostki. Podział na rynek, panstwo czy społeczenstwo jest zastąpiony jednym zunifikowanym modelem rynku. Jak widać w Polsce ten model przyjmuje także kościół, vide biznesy Radia Maryja, projekty Stella Maris czy poczynania prałata z Gdańska. Oni robią to, co im dyktuje nowa powszechna racjonalność ekonomiczna. Skumulowanym rezultatem tych wszystkich tendencji jest powstanie neoliberalnego państwa ekonomicznego, bo to jest główna domena zaangażowania państwa, szczegółnie w wypadku tych państw, które przechodzą tzw transformację ustrojową i prywatyzują swoje zasoby, co stwarza niespotykane możliwości nagłego wzbogacenia się.
(2) każda jednostka musi inwestować w siebie jako w formę kapitału ludzkiego i czerpać z tego dochody; ta zdolność jest miarą wartości jednostki; W tej sytuacji nie tyle erozji co kasacji ulegają prawa człowieka, a nowym podmiotem historii i podmiotem prawa jest korporacja (model firmy, który cechuje się wysoką zdolnością do generacji zysków). Tu zwróćmy. uwagę na przywileje, jakie po 1989 otrzymały wielkie firmy, krajowe i zagraniczne kosztem małych i średnich przedsiębiorstw, które od poczatku lat 90-ych poddawano rozlicznych dyscyplinom, głównie dlatego, że to „mali”: indywidualni podatnicy i firmy są głównym żódłem dochodu dla państwa i stałego zatrudnienia dla jego funkcjonariuszy.
Więcej na ten temat w aneksie o schematycznych różnicach między liberalizmem a neoliberalizmem. (Ten schemat to model/umowa/konwencja, w rzeczywistości chodzi o procesy, których granice trudno jednoznacznie zaznaczyć).
O alternatywnych wskaźnikach
Marilyn Waring (1989) w swojej słynnej feministycznej krytyce ekonomii, If Women Counted zwróciła uwagę, że jeśli bierze wodę ze źródła, to jest ekonomicznie nieprzydatna, natomiast uzbrojone w broń nuklearną rakiety w silosie i żołnierze, którzy je obsługują są generatorami dochodów dla firm i państwa, bo wówczas PKB rośnie. Walka o alternatywne wskaźniki rozwoju społecznego toczy się od dawna. Zwróćmy na przykład uwagę na próby agend ONZ na rzecz stworzenia indeksów ludzkiego rozwoju (human development indicators). Te wskaźniki są użyteczne do podważania neoliberalnych ekonomicznych dogmatów, ale posługują się tymi samymi narzędziami co ich przeciwnicy. Trzeba więc szukać alternatyw. Tutaj ważna jest liczba mnoga. Same alternatywne wskaźniki wiele nie załatwią. Potrzeba dużo równoległych przedsięwzięć na różnych poziomach.
Także krajobraz alternatywnych wskaźników jest bardzo zróżnicowany. W latach 1990-ych, kiedy decydenci ekologiczni w krajach tzw Zachodu nie mogli już stosować prawa czyli tzw command and contral (decyduj i kontroluj) i ministerialnych rozporządzeń, tj odgórnych narzędzi polityki ekologicznej, bo spadła ranga ochrony środowiska, ludzi, pracowników i związków zawodowych. Jeszcze ważniejszy niż przedtem stał się wzrost gospodarczy, toteż zwiększył się wpływ biznesu na politykę i jego znaczenia dla władzy państwowej. W tej sytuacji ekologiczni decydenci poszukiwali nowych narzędzi realizowania polityki ekologicznej, stąd zainteresowali się wskaźnikami. Przeważająca część wskaźników ma liczbowo-pieniężny wymiar. Na przykład: obliczanie i dyskontowanie kosztów zużycia i naprawy środowiska, poszukiwania monetarnej wartości gospodarki opiekuńczej, jak niedawno sugerował poseł Cywiński. Nie chodzi mi o to, żeby nie pozwolić takich rzeczy robić, ale o to, że tego rodzaju liczbowo i monetarnie wymierny wskaźnik nie powinien być naszym jedynym uczniem, uczennicą w klasie.
Jakie mogą być inne wskażniki? Tu pozwolę sobie wskazać na dwa parametry. Po pierwsze nie może to być wiedza ekspercka, czy uprzywilejowana, odgórna prawda, ale wiedza, która należy do i jest zbieżna z doświadczeniem ludzi. W politycznym ujęciu chodzi o narzędzia, które mają wpisane w swoje założenia poszanowanie i wdrażanie praw człowieka, trwałe podstawy i jakość życia. Ludzie muszą mieć poczucie współwłasności takiej wiedzy. Współwłasność wynika z współtworzenia.
Po drugie, takie metody, jeśli to jest adekwatne, powinny wdrażać ekologiczną filozofię cyklu życia produktu, od momentu wydobycia surowców przez społeczne i ekologiczne koszty produkcji i konsumpcji, po koszty na etapie wyrzucania odpadów – skąd one sie biora, i co z nimi zrobić. (To być może jest temat na osobne szkolenie)
Jeśli chodzi o alternatywne wskaźniki, to tu międzynarodowym szlagierem jest projekt Sustainable Seattle. (Proponuję wrzucić w google te nazwę) . Otóż na początku lat 90-ych kilka osób o społeczno-ekologicznych zainteresowaniach (była ich garstka) postanowiło organizować spotkania z mieszkańcami, których celem było wspólne ustalenie, jaką politykę powinny prowadzić władze miasta, jakie są priorytety mieszkańców, i w jaki sposób, jakim językiem oni te priorytety formułują. Z pierwszego wydania „Sustainable Seattle”, które mnie osobiście podobało się najbardziej, wyszły między innymi następujące wskaźniki:
- jak daleko mieszkańcy mają do transportu publicznego, do banku, do szkoły
- ile osób ma uprawnienia do korzystania z opieki zdrowotnej (a ile nie ma)
- kiedy ostatni raz można było zobaczyć pstrąga w pobliskiej rzece
...
Kiedy taki zestaw wskaźników jest uzgodniony i jest współwłasnością mieszkańców, to wtedy może służyć jako podstwa do konstruowania programów, do ocen polityki władz miejskich, jak i jako medium komunikacji między nową zieloną partią a jej potencjalnymi wyborcami...
(Dla kontrastu proponuję zobaczyć audyt w Piasecznie, zrobiony z wielką technokratyczna poprawnością przez ekspertów, ale bez udziału i bez perspektywy ludzi; albo ONZ-owskie indicators of sustainable consumption and production, które głównie przeliczają efektowność ekologiczną jak efektywność ekonomiczną, tj zużycie surowców na jednostkę produktu - linki od spodem)
To tyle tytułem wstepu, więcej jak się spotkamy.
Źródła i materialy do pracy w grupach:
- UN indicators of sustainable consumption and production (techniczno-ekonomiczne)
- Indicators of Sustainable Development in Berdfordshire
(spotkanie gminnej biurokracji ze wskaźnikami trwałego rozwoju )
- Alternatywne wskaźniki (model odcisku stopy, ecological footprint, Rees & Wackernagel 1996 – mierzenie ilości surowcow jakich potrzebuje miasto czy kraj; miarą jest obszar ziemii; każde miasto potrzebuje wiecej ziemii niz samo zajmuje. Jak policzyli aktywiści z Holenderskiego Komitetu na Rezecz IUCN w 1994, dla wykarmienie 14 milionów świń i 5 milionów krów Holandia potrzebuje pasze roślinne, które zostały wyprodukowane z 1,3 miliony ha ziemii w EU, 2,9miliony ha z USA i Kanady, oraz 2m ha z Azji i Ameryki Łacinskiej, odczas gdy rolnictwo w tym kraju zajmuje niewiele ponad milion ha. Porównanie wskazuje na ekologiczny dług Holandii i obowiązek jego spłacenia poprzez zmniejszenie ekologicznych skutkow produkcji i konsumpcji, zmniejszenie konsumpcji i pomoc na rzecz wprowadzania trwałego rozwoju w innych krajach.
- Tylko jedna ziemia – ekologiczny odcisk stopy
- Alan Atkinson. An Update on Sustainable Seattle
- Sustainable Seattle. Indicators for Sustainable Community
- www.sustainableseattle.org/Programs/RegionalIndicators/IndUpdate
- audyt w Warszawie
- Gmina Piaseczno, audyt budżet: przejrzyste Piaseczno
Celem pracy w grupach będzie stworzenie projektu i metodologii przygotowania społeczno-ekologicznych wskaźników z mieszkańcami jednej z dzielnic Warszawy.
|
|